Obrońmy Las Łęgowy

Poniższy tekst został opublikowany na blogu Małgorzaty Niecieckej-Mac / Radio Kraków.

Las łęgowy to unikatowe miejsce. Ogromne drzewa, dzikie oczka wodne, istna puszcza w mieście. Tuż za lasem Wisła. Miejsce trudno dostępne nawet dla wędkarzy. Najlepiej do lasu dostać się wysiadając z kajaka. Na trasie spływów z Krakowa do Tyńca to pierwsze takie miejsce kiedy czuć że wypłynęło się z miasta. Dla ptaków to idealna wylęgarnia i schronienie.

Szkopuł w tym, że las łęgowy to nie las…. według klasyfikacji planistycznej Urzędu Miasta Krakowa teren naturalnego lasu łęgowego nie jest terenem leśnym. Określa go symbol 2ZW i oznaczony jest jako teren zieleni na obwałowaniach. Oznacza to, że raz na pięć lat administrujący tym terenem Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej może taki teren kosić i wycinać.

Na szczęście w planie zagospodarowania uwzględniono wartość przyrodniczą tego miejsca i zapisano między innymi, by „Las łęgowy w Przegorzałach”– największy w granicach miasta Krakowa las łęgowy o charakterze naturalnym i dużych walorach przyrodniczych i krajobrazowych, objąć szczególną ochroną.

Wniosek o to, by las łęgowy stał się użytkiem ekologicznym, do Urzędu Miasta w Krakowie składano kilka razy. Ornitolog Kazimierz Walasz żałuje, że do tej pory nikt się tym nie zajął. Być może urzędnikom jest tak wygodniej, bo nikt tak naprawdę nie wie, co można, a czego już nie wolno robić w lesie łęgowym. Schizofrenia polskiego prawa z jednej strony każe administratorowi wód wycinać niemal wszystko co rośnie w obrębie koryta rzeki, a z drugiej strony las teoretycznie chronią zapisy o ochronie roślin i zwierząt.

Przyrodnicy potrafią jednym tchem wymienić, co trzeba chronić w lesie łęgowym. Najważniejsze wydają się ptaki, a tych z pewnością w lesie nie będzie, jeśli pod topór pójdą największe drzewa. Istotne są właśnie ich korony, w których toczy się ptasie życie. To także istotny element tak zwanego korytarza ekologicznego Wisły.

Choć muszę sprawdzać w internecie, jak wygląda gęsiorek i derkacz i przy niektórych wymienianych przez specjalistów gatunkach moja fantazja przestaje mi podpowiadać jakiekolwiek obrazy, to wierzę, że warto dbać o te gatunki tak samo jak o słynne rysie z Puszczy Białowieskiej, umierające pandy, czy wyrzucone na brzeg morza orki.

Czy jednak zawsze potrzeba legendarnego już „ gniewosza z Zakrzówka”, by próbować skutecznie obronić dany teren przed wycinką, zabetonowaniem i wjazdem koparek?

W fantastycznej książce Wojciecha Giełżyńskiego „ Moja Prywatna Vistuliada” bohaterowie dziennika ze spływu Wisłą, narzekają, że dopiero niedaleko Niepołomic krajobraz staje się ciekawy a wszystko, co mija się przedtem, jest takie samo i nawet odrobinę nudne.

Z pewnością nie tylko ja mam wrażenie, że polski krajobraz coraz bardziej zagłębia się w taką nudę. Podobieństwo idealnie skoszonej trawy i ściętych drzew w otoczeniu wybudowanej za unijne pieniądze zjeżdżalni dla dzieci w kształcie rakiety to temat wielu reportaży i anegdot.

Las łęgowy to newralgiczne miejsce na mapie Krakowa z jeszcze jednego powodu. Jeśli w przyszłości w mieście powstanie tak zwana trasa Pychowicka, to po lesie nad Wisłą zostaną tylko wspomnienia. Na razie argumentem za wycinką jest ochrona przed powodzią. Ochrona ludzi i miasta przed groźnym żywiołem wody to argument, z którym trudno polemizować. Ale czy wycięcie drzew nad rzeką to jedyny sposób, by uratować nas przed zalaniem? Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody przypomina badania, jakie w 1996 roku prowadzono w Krakowie, by udowodnić słuszność wycinki lasu łęgowego. Model lasu zrobiono z cementu i pomalowano farbą. W taką konstrukcję powbijano metalowe rurki, które miały udawać drzewa. Gotowy model zalano wodą. Efekt był natychmiastowy. Proste badanie więc i wnioski nie były skomplikowane. Rurki zmniejszały przepływ wody: las trzeba wyciąć.

RZGW twierdzi, że drzew wycinać nie chce. (Pisma w tej sprawie wymieniono między RZGW a Towarzystwem na Rzecz Ochrony Przyrody). Oznakowanie sprayem na korze to tylko inwentaryzacja. Może faktycznie urzędnicy zaczęli nowy rok od liczenia drzew w lesie.

Liczę, że w podbramkowej sytuacji uda się zachować kompromis i niechlubne porządki będą dotyczyć tylko niewielkich krzewów lub tak zwanych gatunków drzew określane jako obce.

Wierzę, że RZGW ugnie się lub już się ugięło i zrezygnowało z planów wycinki. Być może słuchacz, który nadesłał zdjęcia pni z numerami, jest cichym bohaterem całej sprawy. Ale to pokaże czas.
Małgorzata Nieciecka-Mac


 

Z opinii botanicznej dr inż. Grzegorz Piątek Instytut Bioróżnorodności Wydziału Leśnego UR w Krakowie wykonanej na zlecenie Urzędu Miasta Krakowa : „Opisywany łęg topolowy (Populetum albae) jest zbiorowiskiem kompaktowym wielu agregacji roślinnych, naturalnych dla środowiska nadrzecznego. Bywa zalewany, co w międzywalu jest oczywiste, bywał również wielokrotnie przeznaczony do wycinki z irracjonalnych, lub czysto przyziemnych powodów. Społeczny i spontaniczny opór mieszkańców Krakowa pozwolił jednak zachować tą enklawę dzikiej przyrody w stanie niezmiennym od ponad 60 lat.”

fotografie: Agata Jabłońska

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-1

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-2

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-3

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-4

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-5

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-6

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-7

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-8

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-9

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-10

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-11

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-12

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-13

 

las łęgowy, niedzielni. agata jabłońska-14